WIERZĘ WIĘC GŁOSZĘ

wrzesień-październik 2017

Attention: open in a new window. PDFPrintE-mail

DZIECI JEDNEGO BOGA

Katolik i muzułmanin to bracia, bo za każdego z nich umarł Chrystus. Moja postawa jako kapłana wobec moich braci jest taka jak Pana Jezusa: „Mam także inne owce, które nie są z tej zagrody. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego i nastanie jedna owczarnia i jeden pasterz” (J 10,16).

MODLĘ SIĘ ZA BRACI MUZUŁMANÓW...

Czas, aby przyjrzeć się z bliska naszemu braterstwu z muzułmanami, za których Kościół katolicki modli się przynajmniej raz w roku – w Wielki Piątek – słowami: „Módlmy się za tych, którzy nie wierzą w Chrystusa, aby i oni napełnieni światłem Ducha Świętego, mogli wkroczyć na drogę zbawienia...”. Modlę się wtedy za braci muzułmanów, zastanawiając się jednocześnie, dlaczego jeszcze nie ma osobnej modlitwy w ich intencji, jak w przypadku naszych starszych braci w wierze – żydów. Od dawna mówi się o trzech wielkich religiach i to jest według mnie wystarczający powód, aby dodać taką modlitwę.

WSPÓLNY WRÓG

Przychodzą mi też na myśl porównania, które mają swoje źródło w Biblii. Zarówno chrześcijanin, jak i muzułmanin zostali stworzeni na obraz i podobieństwo Boże – dla obu znalazło się miejsce na tej pięknej Ziemi, obaj oddychają tym samym powietrzem, opala ich to samo słońce, podziwiają ten sam księżyc i te same gwiazdy, pada na nich ten sam deszcz, mają wspaniałe rodziny, wspólnoty, przyjaciół. Obaj chcą się dostać do raju...

Mają też jednego i tego samego wroga, ale wcale nie jest nim jeden z nich. Ten wspólny wróg, szatan, już kiedyś podzielił ludzi. Raz mu się udało, więc kontynuuje swoje dzieło i to bardzo skutecznie. Przyglądam się tym jego próbom od dzieciństwa i nie wierzę własnym oczom. Wciąż znajdują się tacy, którzy mu wierzą, słuchają go i postępują jak dzieci ciemności...

PRZYJACIELSKIE RELACJE

Cieszy mnie jednak, że od wielu lat mam dobre relacje z muzułmanami, jak i fakt, że w wielu miejscach, np. na zachodzie Europy, jest to powszechne.

A wszystko zaczęło się w Sopocie, gdzie pracowałem jako katecheta. Był rok 1987, gdy po raz pierwszy spotkałem młodych mężczyzn o śniadej cerze wielbiących Boga za pomocą subhy (sznur z paciorkami przypominający różaniec). Mieszkaliśmy w sąsiedztwie, więc codziennie pozdrawialiśmy się serdecznie. Pewnego dnia zostałem zaproszony na herbatę, a później do zwiedzenia nowo powstającego w Gdańsku meczetu. Nikt nie dziwił się, że chrześcijanie i zakonnicy mają dobre relacje z obcokrajowcami, muzułmanami.

Nie było też powodów, żeby się obawiać naszych sąsiadów, a i przyjemnie było wspominać zwycięstwo Jana Sobieskiego pod Wiedniem i fakt, o którym się za rzadko wspomina, że Turcja nie uznała rozbiorów Polski, chociaż zrobiła to z czysto politycznych pobudek.

BEZ OBAWY O GŁOWĘ

Dwadzieścia lat później wyjechałem na misje do Kamerunu i tam spotkałem muzułmanów, którzy o konkretnych porach dnia modlili się w meczetach lub wyznaczonych do tego miejscach. Przed odlotem na wakacje kupowałem u nich piękne pamiątki po korzystnej cenie. Nauczyli mnie, że trzeba się o wszystko targować, bo wtedy taka wytargowana rzecz zyskuje odpowiednią wartość.

Już nazajutrz po moim przyjeździe do kameruńskiej parafii muzułmanie przyszli z kurtuazyjną wizytą i dali się poznać jako ludzie o szlachetnych sercach. Muzułmańskie dzieci, młodzież, dorośli, wszyscy mieli dobre zamiary i pragnienia, jak ich chrześcijańscy sąsiedzi. I tak zdobyli sobie moje serce. U nich robiłem zakupy i strzygłem się bez obawy o moją głowę.

W IMIĘ PRZYJAŹNI I POKOJU

To jednak, o czym chcę napisać, było najtrudniejszym wyzwaniem dla mnie jako księdza i dla całej wspólnoty parafialnej. Ciąg dalszy w nr. 5 „Misji Dzisiaj” 2017, s. 14-15.

 

   

lipiec-sierpień 2017

Attention: open in a new window. PDFPrintE-mail

Na głębiach Oceanii

Ci, którzy chcieli dotrzeć z Ewangelią do mieszkańców Oceanii, musieli wypłynąć nie tylko na głębię bezmiernych mórz i oceanów, ale także podjąć życiową decyzję bezinteresownego daru z siebie.

WYTRWALE ZARZUCAŁ SIEĆ

Św. Piotr Chanel (1803-1841), Francuz z pochodzenia, jest pierwszym męczennikiem Oceanii. Jako członek misyjnego zgromadzenia księży marystów, mając już za sobą 10-letni staż kapłański (przyjął święcenia w 1827 r. w Belley, w archidiec. lyońskiej), wyjechał na wyspę Futuna w Oceanii. Przybył na nią 12 listopada 1837 r. Od samego początku o. Piotr wraz z towarzyszącym mu bratem zakonnym gorliwie poświęcali się dziełu ewangelizacji, zyskując sobie przychylność króla Niuliki, władcy jednego z dwóch zamieszkujących wyspę plemion. Jednakże nie trwało to zbyt długo, gdyż król stał się zazdrosny o własną pozycję w obliczu wzrastającego autorytetu misjonarza. Dodatkowym zagrożeniem dla utraty przywilejów władcy stała się decyzja jego syna Meitala, który postanowił przyjąć chrzest. To ostatecznie spowodowało, że z rozkazu króla placówka misyjna została napadnięta, a o. Chanel zginął z rąk siepaczy dnia 28 kwietnia 1841 r.

Misjonarz na rozkaz Pana wytrwale zarzucał sieć na połów… Nadzwyczajne owoce tej misji zebrano już w pięć miesięcy po jego śmierci, kiedy nastąpiła chrystianizacja całej wyspy.

O. Chanel ostał kanonizowany przez Piusa XII w 1954 r. Jego grób na wyspie jest miejscem pielgrzymek dla mieszkańców Oceanii.

WIERNI DO KOŃCA

Błogosławieni Diego Alojzy de San Vitores (ur. 1627) i Piotr Calungsod (ur. ok. 1654) ponieśli męczeńską śmierć 2 kwietnia 1672 r. Chociaż pochodzili z różnych części świata, połączyła ich głębia pragnień i taka sama odwaga, która nie cofa się przed śmiercią. Ciąg dalszy w nr. 4 Misji Dzisiaj 2017 r. s. 14-15.

 

   

maj-czerwiec 2017

Attention: open in a new window. PDFPrintE-mail

Praca na rzecz pojednania

Rozmowa z bp. Marcelo Arturo Gonzalezem Amadorem, ordynariuszem diecezji Santa Clara na Kubie.

Ekscelencjo, prosimy o przybliżenie nam swojej diecezji.

Diecezja Santa Clara leży w centrum Kuby, obejmuje terytorium 13 tys. km2 i ma 1,5 miliona mieszkańców. Jest to obszar bardzo rozległy i gęsto zaludniony. Cechą charakterystyczną tego regionu jest obecność kilku znaczących ośrodków miejskich, które liczą od 70 tys. do 250 tys. mieszkańców. Diecezję, która powstała w 1995 roku, charakteryzuje duża różnorodność.

Czy w diecezji Santa Clara pojawiły się już rodzime powołania?

Chwała Bogu, tak, mamy już miejscowe powołania. Dzięki nowym kapłanom, zakonnikom i siostrom zakonnym, którzy w ciągu ostatnich 10 lat włączyli się w pracę duszpasterską, diecezja się rozwija.

Jaka jest geneza pojawienia się tych licznych powołań?

Pojawienie się powołań miejscowych w diecezji, zarówno męskich, jak i żeńskich, zawdzięczmy po pierwsze diecezjalnemu programowi budzenia powołań. Rodzą się one u stóp Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, od czasu gdy wprowadziliśmy tak zwane „Czwartki Eucharystyczne” oraz wieczystą adorację Najświętszego Sakramentu w licznych kościołach i dzięki głębokiemu przeżywaniu procesji Bożego Ciała. Po drugie przeprowadzonych zostało wiele akcji powołaniowych popartych systematyczną i wytężoną pracą ewangelizacyjną. Niestety z powodu nasilającej się emigracji młodych ludzi liczba miejscowych powołań raczej spada. Młodzi Kubańczycy wstępują do seminariów diecezjalnych czy zakonnych na emigracji i tam zostają.

Czy obecnie na Kubie można jeszcze spotkać misjonarzy?

Ciąg dalszy w nr. 3 Misji Dzisiaj 2017, s. 14-15.

 

   

marzec-kwiecień 2017

Attention: open in a new window. PDFPrintE-mail

Męczennicy starożytnej Afryki

Od starożytności męczeństwo było postrzegane nie tylko jako świadectwo i potwierdzenie wiary, ale traktowano je także jako katechezę oraz wezwanie do nawrócenia oprawców czy pogan.

GEOGRAFIA PRZEŚLADOWAŃ

W pierwszych czterech wiekach starożytności chrześcijańskiej prześladowania chrześcijan miały charakter zarówno partykularny, jak i powszechny. Partykularne dotyczyły tylko jakiejś części imperium, np. Rzymu, Galii czy Afryki Prokonsularnej. Trwały one od panowania cesarza Nerona do 250 r. po Chr. Prześladowania powszechne zaś obejmowały teren całego państwa rzymskiego. Były one wymuszone przez prawo cesarskie i trwały do końca panowania cesarza Dioklecjana (początek IV w.).

FORMY PRZEŚLADOWAŃ

Najczęściej męczeństwo kojarzymy ze śmiercią. Niejednokrotnie jednak przybierało ono o wiele więcej form i rodzajów. Z zachowanych opisów wiemy, że do powszechnie stosowanych represji wobec świadków Chrystusa należały: konfiskata majątku, pozbawienie praw cywilnych i publicznych, zamykanie miejsc kultu, palenie chrześcijańskich ksiąg, wyrzucanie z armii, zepchnięcie do stanu niewolniczego, wygnanie z miejsca zamieszkania, tortury, więzienie, głodzenie, społeczne napiętnowanie i pogarda.

KONTYNENT OJCÓW KOŚCIOŁA

W starożytności szczególnym miejscem rozwoju Kościoła była Afryka Północna, czyli tereny obecnie rozciągające się wzdłuż południowych brzegów Morza Śródziemnego od Maroka na zachodzie do Egiptu na wschodzie. Do czasów inwazji i podboju islamskiego w VII w. po Chr. ta południowa część imperium rzymskiego była gruntownie schrystianizowana. W Egipcie narodziło się życie zakonne (pustelnicy i cenobici) oraz powstała znakomita szkoła katechetyczna w Aleksandrii. W Afryce Wschodniej działało wielu wybitnych świętych i ojców Kościoła, a także pisarzy chrześcijańskich, jak Klemens, Cyprian czy Atanazy. Powstała tam unikalna architektura i sztuka sakralna. Odbywały się liczne synody biskupów i duchowieństwa. Na zachód od Libii w Kartaginie i w Hipponie św. Augustyn rozwijał teologię chrześcijańską i filozofię. Grunt pod taki rozwój Kościoła w Afryce położyli męczennicy, których śmierć za wiarę w Chrystusa wydała owoce nawrócenia. Ciąg dalszy w nr. 2 „Misji Dzisiaj”, s. 14-15.

 

   

Page 1 of 7