WYWIAD

wrzesień-październik 2017

Attention: open in a new window. PDFPrintE-mail

Czy islam wyprze chrześcijaństwo?

Wywiad z ks. Mariuszem Telaczyńskim z Papieskiego Stowarzyszenia Kościół w Potrzebie.

Z jakiego powodu mamy w Europie niekończącą się falę migrantów z krajów islamskich?

Sytuacja, jaką przeżywamy dziś w Europie, miała swój początek już w 2003 r. Wówczas to Stany Zjednoczone i europejskie wojska koalicyjne zaatakowały Irak, chcąc zaprowadzić w tym kraju zachodnią demokrację. Trzeba jednak z przykrością stwierdzić, że to się nie udało. Został natomiast zachwiany pewien porządek tam panujący, co doprowadziło do powstania tzw. Państwa Islamskiego oraz tego, co ze sobą niesie ta fundamentalistyczna organizacja. Drugą przyczyną była tzw. „Wiosna Arabska” wywołana protestami społecznymi i konfliktami zbrojnymi w krajach arabskich Afryki Północnej w latach 2010-2013 i interwencja militarna z zewnątrz. Trzecią przyczyną jest prosta potrzeba polepszenia swego bytu.

Jak migranci odnajdują się w krajach Europy?

Obserwując to, co dzieje się za naszą zachodnią granicą, np. w Niemczech, Francji, widzę, że nie sprawdza się proponowana tam polityka multi-kulti. Ludzie napływający z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej na kontynent europejski nie mają zamiaru integrować się ze społeczeństwem europejskim.

Czy możliwy jest dialog chrześcijańsko-muzułmański?

Kościół stara się prowadzić dialog z muzułmanami. Ma instytucje do tego przeznaczone i za ich pośrednictwem dokonywane są próby budowania dialogu. Przed laty Paweł VI oraz św. Jan Paweł II przyjęli na siebie role swoistych animatorów i przewodników dialogu. W encyklice „Redemptoris missio” Jan Paweł II podkreśla, że dialog międzyreligijny należy do misji ewangelizacyjnej Kościoła. Także papież Franciszek podczas Mszy św. w Kairze powiedział: „Świat stoi wobec wyzwań bez precedensu, jakich ludzkość nigdy wcześniej nie znała, jedyny ekstremizm dopuszczalny dla wierzących to radykalizm miłości. Wszystkie inne nie pochodzą od Boga”. Uważam, że w pierwszej kolejności potrzeba otwartości muzułmanów na pokój i dialog. Dlatego to najpierw muzułmanie muszą przeciwstawić się fundamentalistycznej interpretacji Koranu.

Czy można mówić o misjach „ad gentes” w Europie?

Kościół ze swej natury jest misyjny. Nie możemy pozostać obojętni wobec człowieka nieznającego Chrystusa, a misyjność to ciągłe przekraczanie granic i barier. Chrześcijanie więc powinni w każdym miejscu i czasie głosić orędzie zbawienia, które może przyjąć każdy, kto chce i ma łaskę słuchania i przyjęcia.

W jakim sensie Kościół w Polsce ma być domem miłosierdzia wobec migrantów?

Ciąg dalszy w nr. 5 „Misji Dzisiaj” 2017, s. 10-11.

 

   

lipiec-sierpień 2017

Attention: open in a new window. PDFPrintE-mail

Od misjonarza do biskupa

Rozmowa z bp. Dariuszem Kałużą MSF, ordynariuszem diecezji Goroka w Papui Nowej Gwinei.

Niebawem minie rok pasterzowania Księdza Biskupa w diecezji Goroka...

Pierwsza rocznica moich święceń biskupich przypada 20 sierpnia, więc już teraz proszę – w tym dniu wspomnijcie o mnie i diecezji Goroka w swoich modlitwach. Za wszystkie bardzo serdecznie z góry dziękuję. To wsparcie modlitewne jest bardzo potrzebne misjonarzom.

Co się zmieniło w życiu Księdza Biskupa jako misjonarza?

Praktycznie wszystko! I miejsce misjonowania, i dom, w którym teraz mieszkam, i styl pracy, i życie prywatne, i moje biurko, na którym więcej teraz dokumentów i listów, i patrzenie na otaczającą piękną rzeczywistość tutaj w Papui... Do tej pory byłem odpowiedzialny za wspólnotę parafialną i samego siebie – i to nie zawsze dobrze mi wychodziło. Teraz jestem odpowiedzialny za wiernych w całej diecezji, za ich wiarę i za przyszłość Kościoła na tej ziemi, ale głównie za to, żeby wszyscy moi podopieczni dostali się do nieba. Modląc się, proszę więc Jezusa, żeby dał mi mądrość, odwagę, roztropność w podejmowaniu różnych decyzji, a przede wszystkim dużo cierpliwości. Czuję w sercu, jak Jezus mi odpowiada pytaniem, jakie zadał niegdyś Piotrowi: Czy kochasz mnie? No i co ja mam odpowiedzieć? Ty wszystko wiesz, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham.

A co zmieniło się dla wiernych?

Dla moich wiernych to pewnie tylko to, że słyszą jak w Kanonie Mszy św. księża mówią: Módlmy się za… i wymieniają moje imię. Diecezja Goroka jest dla mnie nowym miejscem, ponieważ nigdy tu nie pracowałem. Ciąg dalszy w nr. 4 Misji Dzisiaj 2017, s. 9-11.

 

   

maj-czerwiec 2017

Attention: open in a new window. PDFPrintE-mail

Argentyński dar dla świata

O swoim powołaniu, o wyborze rodaka na Stolicę Piotrową oraz o sytuacji Kościoła w Argentynie opowiada o. Juan Carlos Araya ze Zgromadzenia Matki Bożej Pocieszenia.

Jak rodziło się u Ojca powołanie?

Od dziecka byłem zaangażowany jako ministrant w życie parafii. W tej parafii u stóp gór w środkowo-zachodniej części Argentyny posługiwały siostry salezjanki z Włoch, prowadząc katechezę wśród dzieci i młodzieży. Po bierzmowaniu służyłem w parafii jako katechista. Podczas tej posługi zacząłem sobie zadawać pytanie, co chciałbym robić w życiu. Praca katechisty bardzo mi się podobała. Dostrzegłem też wtedy wielką potrzebę obecności kapłana w życiu parafii. Zacząłem rozeznawać swoje powołanie. Nie było to łatwe, wiedziałem, że takie powołanie pochodzi od Pana Boga, ale wtedy jeszcze nie byłem przekonany, czy chcę zostać kapłanem i nie byłem gotowy do przyjęcia takiego powołania. Dostrzegałem różnicę między życiem kapłana, który mieszka sam w parafii, i życiem księdza żyjącego we wspólnocie zakonnej. Czułem, że chciałbym żyć we wspólnocie zakonnej. Miałem obraz życia sióstr salezjanek przy parafii i powoli rozwijała się we mnie wizja posługi we wspólnocie zakonnej, która głosiłaby Ewangelię po całym świecie.

Kiedy miałem osiemnaście lat, do mojej parafii przyjechali misjonarze – jeden z nich był Argentyńczykiem, a drugi Mozambijczykiem. Obydwaj należeli do Zgromadzenia Matki Bożej Pocieszenia. Bardzo mi się spodobała ich katecheza, widać było, że są z jednej wspólnoty zakonnej. Dali wspólnie bardzo radosne świadectwo. Mimo że różnili się niemal wszystkim, nawet karnacją, to łączył ich duch zakonny. Po roku wstąpiłem do tego zgromadzenia, które znajdowało się na drugim końcu Argentyny, 1200 km od rodzinnego domu. Miałem wewnętrzne przekonanie, że Pan mnie do niego powołuje.

Jak wyglądały początki?

Początek tego nowego życia wymagał ode mnie wielu wyrzeczeń. Pierwsze – to rozstanie z rodziną, z domem pośród gór. Nie było to łatwe. Rodzice nie rozumieli za bardzo mojego wyboru. Musiałem wyrzec się pewnych elementów starego życia i odkryć nowe. Przede wszystkim w centrum życia postawić Pana Boga i Jego wolę. Zacząłem budować nowe więzi rodzinne ze współbraćmi. Była to jednak inna rodzina. Było to coś nowego, inny sposób życia. Zgromadzenie posługiwało na peryferiach Buenos Aires wśród najbiedniejszej ludności.

Czy spotykał Ojciec kard. Bergoglio?

Tak, spotykaliśmy się przeważnie na uroczystych Mszach św. w katedrze w Buenos Aires, jak również w sanktuarium maryjnym San Lujan. Nigdy jednak z nim nie rozmawiałem.

Czy zaskoczył Ojca wybór kard. Bergoglio na papieża?

To wydarzenie bardzo nas zaskoczyło, ponieważ kard. Bergoglio nie był osobą medialną, powszechnie znaną w Argentynie. Może dzięki temu mógł bezpośrednio działać wśród najbiedniejszych na peryferiach stolicy i tam był znany. Podczas swojej posługi biskupiej uchodził za bardzo skromną osobę.

A jak zareagował argentyński Kościół?

Kościół był bardzo zaskoczony i jednocześnie dumny. Nikt się nie spodziewał, nawet wśród hierarchii, takiego wyboru, zwłaszcza że kard. Bergoglio przeszedł już na emeryturę.

Czy coś się zmieniło po tym wydarzeniu w Argentynie?

Na pewno obecnie głos Kościoła w Argentynie jest bardziej słyszalny na poziomie państwowym. Wiele inicjatyw kościelnych jest wspieranych przez instytucje państwowe.

Dlaczego papież Franciszek nie odwiedził do tej pory swojej Ojczyzny?

Ciąg dalszy w nr. 3 Misji Dzisiaj 2017, s. 10-11.

 

   

marzec-kwiecień 2017

Attention: open in a new window. PDFPrintE-mail

Marzenia i nadzieje Nigeryjczyka

Wywiad z ks. Franciszkiem Jauro Nassem z północnej Nigerii, studentem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Jaka była Księdza droga do kapłaństwa?

Wychowywałem się w typowej nigeryjskiej rodzinie, będąc ostatnim z pięciorga dzieci (dwóch chłopców i trzy dziewczynki). Moi rodzice są katolikami, którzy dbali o nasze wychowanie religijne. Ojciec jest liderem grupy parafialnej i katechistą wytypowanym i przygotowanym do tej funkcji przez misjonarzy z Irlandii. Fascynowała mnie praca misjonarzy, pełna poświęcenia i oddania. Gdy dorastałem, budziło się we mnie coraz większe pragnienie służenia innym tak jak oni. Zachwycała mnie ich gotowość do pomocy drugiemu człowiekowi i zazwyczaj była ona skuteczna, przynosiła ulgę w cierpieniu czy też rozwiązywała mniejsze lub większe życiowe problemy. Zawsze czuliśmy ich opiekę i troskę, mimo że nie mieszkali w pobliżu. Moja miejscowość nie znajdowała się w centrum parafii, odwiedzali nas tylko co jakiś czas. Nie zrażali się trudnościami językowymi, barierami kulturowymi czy problemami z transportem na wsi i pomimo braku normalnych dróg zawsze do nas przyjeżdżali. Ich miłość i prostota życia pociągnęły mnie do kapłaństwa.

Jaka była reakcja rodziny na wybór powołania kapłańskiego?

Ojciec czuł się zaszczycony, że wybrałem drogę kapłaństwa i widział w tym owoc pracy misjonarzy. Moja matka, ze względu na mocną więź ze mną, była niepocieszona. Moja siostra Sabina uważała, że celibat nie jest dobry, bo pozbawia możliwości założenia rodziny. Twierdziła, że nie jest gotowa ponosić odpowiedzialności za mój wybór i nie chce czuć wstydu, gdybym nie wytrwał na tej drodze. Ostatecznie jednak wszyscy członkowie rodziny dali mi swoje błogosławieństwo.

Jaka jest sytuacja Kościoła w Nigerii?

Praca duszpasterska w diecezji Yola w centralnej Nigerii, z której pochodzę, przebiega normalnie. Biskup, kapłani, zakonnicy i świeccy współpracują ze sobą. Obecnie jest dużo powołań do życia kapłańskiego i zakonnego. W diecezji następuje nowy podział terytorialny i delegowanie do nowych parafii kapłanów, aby zapewnić wiernym lepszą opiekę duszpasterską. Ciąg dalszy w nr. 2 „Misji Dzisiaj” 2017, s. 8-9.

 

   

Page 1 of 7